Nie łatwo pisać krytykę, gdy to, co postanowiłeś skrytykować jest też częścią twojego życia. Mam w sobie dość pokory, aby zdawać sobie sprawę, że krytykując stan współczesnej poezji pośrednio krytykuję również siebie. W końcu piszę wiersze, wydałem tomik, siedzę w tym grajdołku. Mógłbym udawać, że podpieram ściany w sali pełnej szarpiących się poetów i wmawiać sobie, jak bardzo mnie to nie dotyczy. Jak daleko mi do tego, jaki jestem od nich lepszy. Nie jestem. Mam tylko trochę inne spojrzenie na to, dlaczego poezja przestała funkcjonować w szerszej przestrzeni publicznej. I chcę to głośno powiedzieć.
Każdy niedomagający poeta, któremu od czasu do czasu uda się wskoczyć do jakiegoś kwartalnika literackiego i zdobyć wyróżnienie w konkursie o piórko z dupy, zorganizowanym przez jakąś bibliotekę na końcu świata, każdy taki poeta wspiera się w swojej niemocy argumentem, który brzmi tak: „To nie jest dobry czas dla poezji”. Można jeszcze wspomnieć o tym, jak nieobyci kulturowo są dzisiejsi młodzi ludzie, jak płytko odczuwają zniszczeni przez agresywny kapitalizm i bezmyślny konsumpcjonizm. Można wejść na tę drabinkę szczebelek wyżej, zrobić doktorat z kulturoznawstwa albo jakiegoś wymarłego języka i dla poprawy własnego samopoczucia wykrzykiwać z tego szczebelka, że wszyscy, którzy są poniżej są głupsi, dlatego mnie nie rozumieją. To równie płytkie, co naiwne. Kogoś, kto myśli i odczuwa nie oszukasz papierem i żelazną logiką myślenia (logicznie, wcale nie musi być prawdziwe!). To jak desperacko wymachiwać kijkiem z gównem na czubku, kiedy strzelają do ciebie z pistoletów. A tymi pistoletami są: doświadczenie, relacje, miłość, pożądanie, prawda.
Poezja nie wisi na sznurku. Nie czeka na to, aż ktoś ją ostatecznie popchnie i na wieczność zadynda na gałęzi, zapomniana przez wszystkich. Poezja istnieje od tysięcy lat. Dla naszej cywilizacji zaczęła się od tych wszystkich Greków i Rzymian z dziwnymi imionami, jak Katullus czy Sofokles, ale jestem pewien, że istniała też przed. Od czasów, gdy powstał pierwszy, w prawdziwym tego słowa znaczeniu, język i jakiś lotny łowca albo wojownik rymował sobie pod nosem, jak to dobrze jest polować na zwierzęta i dupczyć laseczki.
Dopóki żyje język, dopóty będzie istnieć poezja. Nie odbiorcy poezji są winni. Winni są poeci!
Tutaj dochodzę do sedna. Do przeświadczenia, które napędza poetów. Każe im sądzić, że są poetami. Wielu chciałoby wierzyć, że poezja to zmaganie się z językiem. Wystarczy więc odpowiednio się wyedukować, a później komplikować proste myśli, aż ich sens zostanie całkowicie zatarty lub zmieniony w schizofreniczne majaki.
Nie. Poezja to nie jest zmaganie się z językiem. To jest zmaganie się z życiem! I to takim, jakie znasz, a nie jakie sobie wymyślisz.
Możesz mieć inne zdanie, ale ja nie jestem w stanie pojąć, dlaczego miałbym pisać o głodzie, skoro nigdy go nie doświadczyłem? Dlaczego ludzie czterdziestoparoletni porywają się na II Wojnę Światową, pisząc tomiki poezji o tym, jak Izaak albo Bartek jadą w bydlęcym wagonie do obozu śmierci? Jeśli musisz, napisz książkę historyczną, ale nie udawaj, że potrafisz zrozumieć, co też się tam działo. Ludzie tamtych czasów swoje napisali. Różewicza nie przeskoczy żaden z nas, nie dlatego, że brakuje nam talentu. On to po prostu widział. Nie można opowiedzieć o cudzym życiu lepiej niż on sam. Obecnie nikt nie opowie lepiej o życiu Izaaka od samego Izaaka, ani o wojnie od Różewicza, ponieważ to już nie nasz świat. Jakby to nie zabrzmiało, trzeba iść do przodu, żyć tym, co istnieje teraz. Niech pamięć pozostanie, ale myśl musi wyrywać do przodu.
To czego najbardziej brakuje współczesnej poezji, to poeci. Nie wiem, jak ty, ale ja sięgam po kolejny tomik poezji i to, co otrzymuję w zamian za swój czas, to ból głowy, tanie półprawdy i śmiertelna nuda. Wśród poetów jest wielu nieudaczników. Ciągnie ich na wieczorki poetyckie bóg wie czemu. Chyba tylko dlatego, że sami je organizują. Zabierz im klęski głodu, wojny, ludobójstwa, politykę, choroby psychiczne, których nigdy nie doświadczyli, nieszczęśliwe miłości, których nigdy nie przeżyli, a za które uważają te romansiki, jakie udało im się zostawić za sobą, zabierz im pożądanie, którego w pełni nie rozumieją, zabierz im cudze życia, do których się przyklejają, a zostanie z tego nieciekawe, przeciętne kolebanie się od punktu do punktu oraz smutny człowieczek, znający zbyt wiele słów.
W tym wszystkim najbardziej przerażające jest to, że nie wiem, czy pisząc to wszystko, nie piszę przypadkiem o sobie? Jeśli nawet tak, pozwalam sobie myśleć, że jestem o jedną długą przed nimi, bo dopuszczam taką możliwość.
Poezja z powodzeniem mogłaby istnieć w obecnej przestrzeni publicznej, wraz z telewizją, teleturniejami, tanimi romansidłami, biografiami celebrytów i literaturą faktu. Nie potrzeba jej lepszego czasu, ale lepszych, charyzmatycznych, pierwotnych poetów. Reszta ułoży się sama.

Na koniec chciałbym podzielić się z tobą wierszem, który w ostatnim czasie zrobił na mnie duże wrażenie. Niestety nie ma polskiego tłumaczenia, ale dla kogoś, kto daje radę z angielskim na poziomie podstawowym wiersz będzie zrozumiały.
Pochodzi ze zbioru autorstwa Amerykanina Davida Day’a pod tytułem „Five Minutes To Midnight”, Można go posłuchać tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=XKaldtBAZmk albo przeczytać poniżej. Opowiada o facecie, który musiał uśpić psa.

THE OLD WHITE DOG

The old white dog with blue-green eyes
Collapsed on the floor near my desk
And could not lift his head when I called his name.
When he began to whine and cry I telephoned the vet.
The old white dog with blue-green eyes
Tried to walk but couldn’t
So I carried him into the examination room
And laid him on a cold, steel table.
The old white dog with blue-green eyes
Stared into the Void and released his bladder
While the vet told me what was wrong,
What was humane and what had to be done.
The old white dog with blue-green eyes
Watched me nod my head, giving my permission.
I held his paw while the vet inserted the needle.
He told me it would only take a few minutes.
The old white dog with blue-green eyes
Died in a puddle of urine at the hands of a stranger
While I, his cowardly master, watched and wept.
When it was over I removed his collar and stumbled from the room.
***
The old white dog with blue-green eyes
Still runs through the field of my dreams
But, when I wake with a start in the night
And stare into the darkness, he is not there.

Nie wierz tym wszystkim, którzy mówią, że poezja to sprawa przeszłości. Nie pozwól, aby cię jej pozbawiono. Jej wartość docenisz, kiedy trafisz na odpowiedniego poetę. Nigdy nie było i nie będzie intymniejszego sposobu, aby zbliżyć się do twórcy, jak poprzez jego wiersze.

A intymność to jest zajebiście fajna sprawa.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s